Rynek złomu potrafi zaskoczyć, ale nie jest loterią – da się z dużym prawdopodobieństwem ocenić, kiedy ceny mają szansę rosnąć, a kiedy będą dusić marżę. Dla punktów skupu, firm budowlanych, demontujących maszyny czy handlujących złomem w hurcie to nie jest ciekawostka, tylko kwestia rentowności. Warto więc zamiast śledzić pojedyncze notowania, zrozumieć kilka mechanizmów, które realnie przesądzają o tym, czy ceny złomu pójdą w górę. Świadome decyzje zakupowe, zapasowe i inwestycyjne w złomie dają przewagę nad konkurencją, która reaguje dopiero wtedy, gdy „wszyscy już wiedzą”. Poniżej konkretne czynniki, sygnały i scenariusze, które pomagają odpowiedzieć na pytanie: czy ceny złomu w najbliższych latach raczej wzrosną, czy będą się ślizgać po dnie.
Od czego naprawdę zależą ceny złomu
Ceny złomu nie żyją własnym życiem – podążają za notowaniami stali, miedzi, aluminium, ołowiu i innych metali, a te z kolei reagują na kilka powtarzalnych elementów.
Najważniejsze z nich to:
- globalna produkcja stali (Chiny, Indie, UE, USA),
- cykl w sektorach zużywających stal: budownictwo, motoryzacja, przemysł maszynowy,
- ceny energii i koszty wytopu,
- polityka klimatyczna i limity emisji,
- kursy walut (dla Polski głównie USD/PLN i EUR/PLN),
- sytuacja logistyczna: fracht morski, kolej, transport kołowy.
Złom stalowy reaguje przede wszystkim na rynek stali, ale złom miedzi, aluminium, mosiądzu czy stali nierdzewnej jest mocniej powiązany z notowaniami na giełdach surowcowych (LME, Comex). Dlatego odpowiedź na pytanie „czy ceny złomu wzrosną” zawsze wymaga doprecyzowania: którego złomu i w jakim horyzoncie czasowym.
Cykl koniunkturalny a złom – kiedy zwykle zaczynają się wzrosty
Rynek złomu jest wyprzedzającym termometrem gospodarki. Ceny zaczynają często rosnąć, zanim widać poprawę w statystykach PKB, a spadają, zanim oficjalnie mówi się o kryzysie.
Jak odczytywać sygnały z przemysłu i budownictwa
Do monitorowania potencjału wzrostu cen złomu przydają się przede wszystkim wskaźniki aktywności przemysłowej: PMI, produkcja przemysłowa oraz dane o zużyciu stali. Kiedy PMI dla przemysłu w kluczowych regionach (UE, USA, Chiny) wychodzi z okolic 50 punktów w górę i utrzymuje się tam kilka miesięcy, jest to zazwyczaj początek fazy, w której rośnie zapotrzebowanie na stal i złom wsadowy.
W Polsce bardzo wymierny jest też stan zamówień w budownictwie: kontrakty na infrastrukturę, mieszkaniówkę, hale magazynowe. Kiedy generalni wykonawcy zaczynają sygnalizować wzrost portfela zamówień, z opóźnieniem kilku miesięcy rośnie przerób stali w zbrojeniach, konstrukcjach i profilach. To przekłada się na większy popyt hut na złom wsadowy.
W praktyce oznacza to, że:
- w fazie ożywienia – ceny złomu zaczynają stabilnie rosnąć,
- w szczycie boomu – rosną szybko, ale rośnie też ryzyko gwałtownej korekty,
- w spowolnieniu – marże skupów są ściskane, a walka toczy się o obrót, nie o cenę.
Samo śledzenie PMI czy komunikatów hut nie zastąpi własnych danych, ale pozwala nie być zaskoczonym, gdy huta nagle obniży cennik o 200–300 zł/t w ciągu tygodnia.
Trendy globalne: dlaczego długoterminowo złom będzie coraz bardziej pożądany
Większość analiz długoterminowych wskazuje, że rola złomu w produkcji stali i metali nieżelaznych będzie rosła. Wynika to z kilku nakładających się zjawisk.
Transformacja energetyczna i dekarbonizacja
Huty działające w Europie są mocno dociśnięte regulacjami klimatycznymi. Produkcja stali z rudy żelaza w wielkich piecach generuje wielokrotnie większe emisje CO₂ niż w piecach elektrycznych zasilanych złomem. W praktyce oznacza to, że:
- udział złomu stalowego w wsadzie będzie systematycznie rósł,
- huty będą skłonne płacić więcej za dobrej jakości złom, który obniża koszty emisji,
- złomownicy dostarczający czystszy materiał z zaufanych źródeł będą mieli silniejszą pozycję negocjacyjną.
Podobna logika działa w miedzi i aluminium – recykling jest energetycznie znacznie tańszy niż produkcja pierwotna. To nie jest trend na rok czy dwa, ale na całą najbliższą dekadę.
W długim terminie złom staje się nie „odpadem do zagospodarowania”, ale strategicznym surowcem dla przemysłu, co naturalnie sprzyja wyższym cenom i bardziej stabilnemu popytowi.
Sytuacja w Polsce: co lokalnie winduje lub dusi ceny złomu
Polski rynek jest silnie powiązany z europejskim, ale ma kilka lokalnych specyfik. Przede wszystkim znaczący udział ma eksport złomu do hut w Niemczech, Czechach, na Słowacji czy do Austrii. Kiedy zagraniczne huty płacą lepiej, krajowe muszą podciągać cenniki, żeby nie zostać bez surowca.
Drugim elementem jest kurs walut. Słaby złoty wobec euro i dolara zwiększa opłacalność eksportu, co zwykle podnosi ceny złomu w skupach. Z kolei umocnienie PLN przy słabym popycie w Europie potrafi szybko schłodzić rynek.
Na krótką metę duże znaczenie mają też:
- programy infrastrukturalne finansowane z UE (drogi, kolej, energetyka),
- cykl inwestycyjny w deweloperce mieszkaniowej,
- kondycja branży automotive i AGD (demontaż, wymiany linii, wycofywanie maszyn).
Polska jest też rynkiem, gdzie wciąż jest miejsce na profesjonalizację – lepsza segregacja, inwestycje w sprzęt, budowę stałych relacji z przemysłem. Podmioty, które to robią, zwykle są w stanie uzyskać wyższe stawki niż „przypadkowi” dostawcy.
Czy ceny złomu wzrosną w najbliższych latach? Scenariusze
Prognozowanie co do złotówki i co do miesiąca nie ma sensu, ale da się zarysować rozsądne scenariusze 2–3 letnie, na których można oprzeć strategię działania.
Scenariusz bazowy: powolny wzrost z dużą zmiennością
Najbardziej realistyczny scenariusz na najbliższe lata to umiarkowany trend wzrostowy z okresowymi, mocnymi wahaniami. Po okresie spowolnienia przemysłowego część gospodarek będzie próbowała odbudować inwestycje, a transformacja energetyczna wymusza zużycie coraz większej ilości metali.
W takim otoczeniu ceny złomu:
- niekoniecznie „wystrzelą” jak w szczycie 2021 roku,
- ale średnie poziomy będą wyższe niż w latach słabego popytu,
- różnice między dołkiem a górką w roku mogą sięgać nawet 30–40%.
W praktyce dla biznesu złomowego to dobra wiadomość: popyt jest, marże da się obronić, ale trzeba aktywnie zarządzać zapasem i kontraktami, a nie liczyć na stabilne, „stałe” ceny.
Scenariusze ryzyka: recesja lub szok energetyczny
Warto mieć też z tyłu głowy dwa niekorzystne warianty:
- Głęboka recesja w Europie – spadek produkcji stali, mniejszy przerób w hutach, ostre cięcia zamówień. Efekt: silna presja na obniżkę cen złomu, walka o płynność, a nie o marżę.
- Szok energetyczny – skokowe podwyżki cen prądu i gazu, ograniczenia produkcji w energochłonnych hutach. Efekt: okresowe wstrzymania skupu, niepewność, rozjechanie cenników między regionami.
Oba scenariusze nie wykluczają długoterminowego trendu wzrostowego, ale potrafią „wyczyścić” rynek z najsłabszych graczy. Dlatego warto myśleć o strategii nie tylko na dobre czasy, ale też na gorsze.
Jak przygotować biznes złomowy na wahania cen
Sam poziom ceny złomu jest ważny, ale z punktu widzenia rozwoju firmy jeszcze ważniejszy jest sposób zarządzania ryzykiem cenowym.
Strategie zakupowe i magazynowe
Podstawowy błąd początkujących to gra w „zgadywanie szczytu” – przetrzymywanie złomu w nieskończoność w nadziei na jeszcze lepszą stawkę. W okresach zmienności to prosta droga do zamrożenia kapitału i strat przy nagłym tąpnięciu.
Bezpieczniejsze podejście to:
- określenie maksymalnego poziomu zapasu (np. w tonach i dniach obrotu),
- podział sprzedaży na transze – częściowa sprzedaż przy akceptowalnym zysku, nie czekanie na „idealną” cenę,
- regularne porównywanie cenników 2–3 kluczowych odbiorców, a nie gonienie za każdym „o 20 zł/t wyższym” cennikiem kosztem logistyki i ryzyka.
Warto patrzeć nie tylko na cenę za tonę, ale na marżę po wszystkich kosztach – transporcie, załadunku, finansowaniu zapasu. Wyższa cena z dalekiej huty często daje gorszy wynik niż nieco niższa stawka u stabilnego, bliskiego odbiorcy.
Jak wykorzystać prognozy cen w strategii rozwoju
Osobna kwestia to wykorzystanie wiedzy o potencjalnym trendzie wzrostowym do skalowania lub dywersyfikacji działalności.
Inwestycje w jakość złomu i relacje z odbiorcami
Jeśli zakłada się, że w średnim terminie popyt na złom będzie rósł, sens ma inwestowanie nie tyle w „więcej ton za wszelką cenę”, co w lepszy profil dostawcy. Dla hut i dużych pośredników coraz ważniejsze są:
- powtarzalność jakości (dobra segregacja, mało zanieczyszczeń),
- terminowość dostaw i przewidywalność wolumenów,
- udokumentowane pochodzenie materiału,
- możliwość dostosowania frakcji, cięcia, pakowania.
Pod podwyżki cen złomu najlepiej „podpięte” są firmy, które potrafią zaoferować coś więcej niż surową masę materiału. Nawet przy tych samych cenach rynkowych są w stanie wynegocjować lepsze warunki dzięki jakości i relacjom.
Dla mniejszych punktów skupu rozwój może oznaczać też wejście w nisze: złom kolorowy wysokiej jakości, nierdzewka, demontaże przemysłowe, odzysk z instalacji OZE. Każdy z tych segmentów inaczej reaguje na wahania cen, ale wszystkie korzystają z rosnącej roli recyklingu.
Podsumowanie: czego realnie można się spodziewać
Patrząc na zderzenie cyklu koniunkturalnego z transformacją energetyczną i wymogami klimatycznymi, rozsądne jest założenie, że w perspektywie kilku lat ceny złomu mają większy potencjał do wzrostu niż trwałego spadku. To nie będzie jednak prosty, liniowy ruch – raczej sinusoida z gwałtownymi korektami.
Dla biznesu związanego ze złomem oznacza to konieczność przejścia z „trybu reaktywnego” (czekanie na ruchy hut) do świadomego zarządzania ryzykiem cenowym, zapasem i strukturą klientów. Ten, kto nauczy się czytać sygnały z rynku i budować na nich własną strategię rozwoju, nie będzie pytać „czy ceny złomu wzrosną?”, tylko jak najlepiej wykorzystać każdą fazę cyklu.

