Instrumentami były nogi, wysokie obcasy i posadzka pustego gmachu. Ćwiczyły pół roku, wieczorami po zamkniętym Collegium Novum, którego wielka klatka schodowa daje duże pole do popisu. Jak w partyturze, kroki rozpisano na poszczególne piętra: wysokie szpilki na piętrach wyższych, koturny na parterze.
W trakcie koncertu zgromadzona w środkowej części klatki schodowej publiczność nasłuchiwała w półmroku dźwięków dobiegających z wyższych pięter: stukotu obcasów w różnym tempie i natężeniu. W absolutnej ciszy publiczność rozglądała się za źródłem kroków (szczególnie panowie), ale wykonawczynie nie były widoczne. Kroki zbliżały się i oddalały, schodziły i rozchodziły się, uspokajały i wściekały, wybijały zgodny rytm, tańczyły, lub rozpierzchały. Akustyka niemal kościelna, dźwięk krążący nad głową jak mucha (surround!). Z minuty na minutę rośnie napięcie, kończy się cierpliwość, uczucie osaczenia i oczekiwania na kogoś, kto ma nadejść, ale nie nadchodzi. Obcasy - symbol kobiecości czyli bardzo ciężka, uwierająca (ocierająca) korona, a także świetne narzędzie do wodzenia za nos.
| Bardzo zgrabne instrumenty |
W sztuce kobiety nie odrzucają już tego, co „kobiece” (i co zwykle traktowane jest jako obciążenie), ale „to” wykorzystują. Do różnych celów: w obcasach można uwieść i zaprowadzić do raju, albo zatańczyć na czyimś trupie. Prawdziwy czyn wirtuozerek.
Monika Branicka