Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich Joanny Rajkowskiej to projekt publiczny w przestrzeni miasta. Jego głównym elementem jest sztuczna palma daktylowa, która od wczorajszego wieczora stoi w Warszawie na skrzyżowaniu: Alej Jerozolimskich i Nowego Światu, na wysepce ronda de Gaulle´a. Pozostanie tam przez cały rok.
Mówiło się o tym projekcie od ponad roku. Artystka przekonywała do niego urzędników miejskich i wszelkie inne tzw. władze, które w końcu się zgodziły. Później pojawiły się problemy finansowe, także przezwyciężone (niemałe koszty – sama palma 11 000 dolarów). Jeszcze później, już właściwie na finiszu – problemy techniczne z umocowaniem gigantycznego obiektu w miejscu, gdzie jego przewrócenie się na tłumy ludzi, tramwaje, autobusy lub tramwaje, mogłoby być tragiczne w skutkach. Ale i to udało się pokonać. Tuż przed montażem okazało się, że z powodu strajków w Kalifornii, gdzie palmę wykonano, dotrze ona do Warszawy z tygodniowym poślizgiem. Ok, udało się i to przeczekać. Doszły do tego mrozy i pełno innych kłopotów. A ostatecznie i tak efekt nie jest zadowalający, bo liście palmy okazały się za krótkie (miały mieć 5 metrów, a mają – aż wstyd powiedzieć ile).
Po tylu miesiącach oczekiwań, trudów, męki twórczej i medialnego hałasu – liście okazały się zbyt krótkie! I cały efekt prysł. Co nam, warszawiakom i Polakom, którzy tego dnia wchodzą triumfalnie do Europy, z palmy z za krótkimi liśćmi? Czyż to nie kolejny ponury żart historii? Znów nam nie wyszło.
Autorka obiecuje, że przed świętami liście będą dłuższe, że kooperanci amerykańscy doślą. A jeśli nie? Czy Boże Narodzenie z palmą niedoskonałą będzie udane? Nikt nie da nam gwarancji. Nawet Amerykanie.
Palma ma 12 metrów wysokości, jest wykonana z tworzyw sztucznych, imitujących naturalne i materiałów naturalnych (trudno je jednak zidentyfikować i odróżnić od sztucznych). Jest odporna na deszcz, śnieg, gradobicie i mróz, a także na nagrzewanie promieniami słonecznymi w lecie (filtry UV). Odporna jest także na działanie graficiarzy, którzy już szykowali się, żeby ją pomalować. Zresztą i tak do palmy nie można się zbliżyć (choćby po to, by zbadać, czy kora jest naturalna czy sztuczna albo też by namalować swój tag), ponieważ strzegą jej policjanci drogówki – zobowiązani karać każdego zbliżającego się mandatem w wysokości 50 złotych (oficjalnie za przechodzenie przez jezdnię w nieodpowiednim miejscu, a faktycznie – powiedzmy to szczerze - za pęd do sztuki). Policjanci nie są zresztą zbyt dobrze ustosunkowani do dzieła Rajkowskiej. W sondzie, której fragmenty wydrukowała „Gazeta Stołeczna” jeden z nich powiedział: „W dzisiejszych czasach, kiedy ludzie zamarzają z biedy i głodu, można by te niemałe pieniądze przeznaczyć na coś innego”.
Krzysztof Stanisławski
Jak czytamy w materiałach od organizatorów projektu-wydarzenia-prezentacji (długa lista + jeszcze dłuższa patronów medialnych i sponsorów):
"Pozdrowienia z Alej Jerozolimskich" są pomysłem wziętym z języka, z opowiadania, z próby opisania podróży do Izraela. Szpalery palm wzdłuż Alej Jerozolimskich miały stanowić podsumowanie wyprawy, którą Joanna Rajkowska i Artur Żmijewski odbyli wiosną 2001 roku. W rozumieniu dosłownym jest to przeniesienie widoku, który w Izraelu jest oczywisty, do Warszawy, na ulicę, której nazwa z kolei odsyła do Izraela. W warstwie mniej dosłownej palma nawiązuje do wyrażenia, którym w języku polskim opisujemy coś nie do pomyślenia, coś poza naszym sposobem pojmowania, coś, co mówiąc krótko, uznajemy za idiotyczne. Z pewnością ta palma jest zbiorowym, absurdalnym przedsięwzięciem wielu osób i w ten sposób spełnia się jej podstawowa funkcja: zgromadzić ludzi, postawić wobec czegoś, czego nie rozumieją.