Polski rynek sztuki od lat właściwie rozwijał się w ślimaczym tempie. Teraz pojawił się dom aukcyjny, który nie tylko ma zamiar rzeczy rozruszać, ale też porządnie nimi potrząsnąć.
Panowie Filip Wyganowski, Norbert Pyffel i Paweł Makowski chcą nie tyle napisać nowy rozdział w historii naszego myślenia o sztuce i jej marketingu, co zainteresować nową grupę klientów, którzy dotychczas nie mieli wiele wspólnego ze sztuką, a dokładnie z inwestowaniem w nią. A zrobią to powołując do życia Dom Aukcyjny Abbey House.
Całość ma udać się przez sprytny mariaż nowoczesnego, agresywnego i typowo biznesowego typu myślenia o sprzedaży dzieł sztuki z działalnością „misyjną”, typowo edukacyjną. To trio to właściwie gwarancja sukcesu. Filip Wyganowski – Prezes Zarządu – jest ekspertem rynku sztuki i będzie czuwał nad merytorycznym powodzeniem projektu. Norbert Pyffel, na co dzień Prezes Zarządu Kancelarii Pyffel & Partners, członek Rady Nadzorczej Abbey House, od ponad dziesięciu lat zajmuje się aktywnym inwestowaniem, rozwojem przedsiębiorstw i modeli biznesowych. Jego kancelaria z sukcesami obsługuje i zarządza inwestycjami najbogatszych Polaków. I wreszcie Paweł Makowski, który zjadł zęby na rozwijaniu biznesów typu „start-up” oraz restrukturyzacji istniejących przedsiębiorstw. Obecnie zarządza również funduszem private equity. Jest pomysłodawcą oraz głównym założycielem nowej spółki.
Abbey House to ich najnowsze dziecko, jeszcze do niedawna tajne, ale niedługo ma być o nim głośno. Dlaczego? Z powodu celów, a te są bardzo ambitne. W ciągu najbliższych trzech lat spółka ma zdobyć pozycję lidera w zakresie sprzedaży malarstwa oraz przywództwo w sprawach doradztwa inwestycyjnego związanego z zakupem sztuki. Chcą też stać się „liderami” opinii, dyktować trendy dotyczące młodej sztuki i inwestycji w nią. Najpierw jednak mówią o wymieceniu pajęczyn z rynku i zastosowaniu podejścia z XXI w. Ale po kolei. Żeby ktoś kupował, musi mieć co. Abbey House dysponuje już w tej chwili kolekcją kilkudziesięciu obrazów, wycenioną na około 3 mln złotych. Docelowo spółka chce podpisać umowy na wyłączność z trzydziestoma artystami. Nie więcej, bo zależy jej na selekcji najlepszych i na tym, by móc indywidualnie, z odpowiednią atencją zajmować się promocją każdego z nich. Dom dopiero debiutuje, ale już teraz na pokładzie ma Stanisława Młodożeńca, Jakuba Słomkowskiego, Annę Szprynger czy Różę Kordos oraz jako ekspertów, mających również doradzać w zakresie wyboru malarzy, w których warto angażować środki, Marka Niemirskiego i Klementynę Bocheńską. Ale podpisanie długoterminowych kontraktów z malarzami, którzy zobowiązują się dostarczać zakontraktowaną liczbę obrazów w zamian za określoną pensję, to nie wszytko. By popyt przekraczał podaż, tylko niewielka część tych dzieł będzie sprzedawana, reszta trafi do skarbca firmy jako inwestycja długoterminowa.
Co dalej? Dom aukcyjny stawia na budowanie świadomości i innowacyjne formy sprzedaży. Według analiz modelowe działanie galerii na polskim rynku można określić jako przestarzałe. Artyści promowani są pasywnie, głównie poprzez prezentacje obrazów w galeriach, które nie dość, że często biorą wysokie prowizje rzędu 50% (dom aukcyjny najwyżej 10-15%), to ich zasięg jest właściwie lokalny i przez to ograniczony. Specjalizacja względem okresów czy też grup artystycznych również blokuje potencjał galerii jako „rynku zbytu”, zamiast go rozwijać. Podczas gdy galerie stawiają na możliwie największą eksplorację istniejącego rynku sztuki, Abbey House chce zbudować nowy rynek.
Abbey House stawia na aktywne promowanie. Zamierza organizować zamknięte aukcje dla swoich klientów w miejscach gwarantujących wyjątkowy charakter, takich jak parkiet notowań Giełdy Papierów Wartościowych czy pokład luksusowego jachtu. Planowana jest także ekspansja za granicę, poprzez udział w międzynarodowych targach oraz sprzedaż obrazów w najbardziej renomowanych domach aukcyjnych na świecie. Dom chce również prowadzić różnego typu szkolenia związane ze sztuką. Jednak najbardziej imponującym projektem jest stworzenie platformy notowań dzieł sztuki, która będzie powstawała we współpracy z serwisami biznesowymi i dziennikami. Ambicją Abbey House jest, aby obok dobrze znanych notowań surowców, walut czy światowych giełd polscy inwestorzy otrzymywali najświeższe informacje z rynku sztuki.
Jako jeden z głównych determinantów rozwoju rynku sztuki w Polsce Abbey House uznaje zainteresowanie firm prywatnych oraz instytucji stworzeniem własnych kolekcji dzieł sztuki oraz zaoferowanie obrazów bankom traktującym dzieło sztuki jako produkt inwestycyjny, gotowy do zaoferowania swoim klientom korzystającym z usług bankowości prywatnej. Na zachodzie to już przecież standard.
W Polsce również firmy powinny zdać sobie sprawę, że powiązanie podstawowej działalności ze sztuką gwarantuje utrzymanie strategicznej przewagi na coraz bardziej konkurencyjnym rynku, gdzie produkty stają się coraz bardziej homogeniczne. Wyróżnikiem staje się wówczas historia i misja firmy, która w publicznej świadomości postrzegana jest jako „osadzona” w sztuce, tym samym budując wartość dodaną. Wyróżnia się oraz pozytywnie wpływa na pozycjonowanie swojej marki.
Do końca roku Abbey House chce także zadebiutować na New Connect, alternatywnym rynku warszawskiej giełdy. Póki co wydaje się, że jeśli tylko planowane przez zarząd spółki trzęsienie ziemi na polskim rynku sztuki się powiedzie, zyskają na tym nie tylko oni, ale i my wszyscy.
Błażej Żuławski




















