z Maciejem Orłosiem rozmawiają Aleksandra Czub i Mateusz Rayzacher
Sztuka może być biznesem i jest biznesem.Ludzie lokują pieniądze, kupując dzieła sztuki.Problem w Polsce polega na tym, że nie ma instytucji, która tym się zajmuje, brak jest również osobowości promujących sztukę.
Maciej Orłoś – człowiek o wielu twarzach. Prezenter, dziennikarz,aktor, autor książek dla dzieci.Jedna z najbardziej znanych i lubianych osobowości TVP. Budzi zaufanie milionów widzów w Polsce. Ma wiele pasji w swoim życiu – tylko nam zdradza, czym dla niego jest sztuka.
Jak to się stało, że tak dobrze zapowiadający się aktor został dziennikarzem?
MO: (Śmiech) Tak się czasami układa w życiu. Zdarzają się niespodziewane zwroty akcji. Nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem,że byłem dobrze zapowiadającym się aktorem. To ładnie brzmi, ale pytanie, czy coś z tego wynika. W moim przypadku było tak: tuż po studiach trafiłem do dobrego teatru,ale nie dawano mi nic do grania. Poza tym, czasy były trudne. Początek lat 80. nie był sprzyjający dla młodych aktorów. Po zmianach w 1989 roku wiele się zmieniło,również stosunek do telewizji, która nagle przestała być tubą peerelowskiej propagandy.Więc kiedy w ‘91 roku otrzymałem propozycję pracy w telewizji, to pomyślałem,że watro się nad tym zastanowić.
Tyle lat w jednym miejscu, nie ma Pan dość?
MO: (Śmiech) To jest bardzo złożona sprawa.Uważam, że jestem przypisany do telewizji publicznej i nie widzę siebie nigdzie indziej. Dwadzieścia lat mojej obecności na jednej antenie zobowiązuje i jest to głównie zobowiązanie wobec widzów. Oni się przyzwyczaili i ja się do nich przyzwyczaiłem,zrosłem się z Telewizją Polska, a zwłaszcza z Jedynką (śmiech). Chociaż nie jest łatwo funkcjonować w tak trudnej instytucji, bo atmosfera nie zawsze jest sprzyjająca, to jednak mam tam wielu wspaniałych kolegów i przyjaciół, a moja obecność w telewizji i kontakt z widzami to część mnie i mojego życia.
Skąd u Pana wzięło się zamiłowanie do sztuki? Czym dla Pana jest sztuka?
MO: Nie mogę powiedzieć, że jestem znawcą sztuki, ale na pewno jestem jej miłośnikiem.Moje zamiłowanie wywodzi się z podróży.Chociaż uczono mnie w szkole teatralnej,że aktor powinien być otwarty na wszelkie dziedziny sztuki. Starałem się być otwarty,ale w Polsce dużo łatwiej było w latach 80.posłuchać dobrej muzyki, przeczytać wartościową książkę niż obejrzeć dzieła wielkich mistrzów malarstwa.Żeby coś ciekawego zobaczyć, trzeba było wyjechać za granicę, np. do Paryża. Dostęp do wybitnych światowych dzieł sztuki wciąż jest w naszym kraju właściwie żaden.Kiedy zacząłem jeździć więcej po Europie i świecie, to nadrabiałem różne zaległości i tak powoli zacząłem poszerzać moje horyzonty.A czym jest dla mnie sztuka?Sztuka jest dla mnie jedyną dziedziną życia,która daje nam coś kompletnie bezinteresownie.Nie oczekuje nic w zamian, a daje niepowtarzalną okazję do tego żeby kontemplować piękno. Tym jest właśnie sztuka.Bezinteresowna okazja do przeżywania piękna. Daje nam możliwość oderwania się od rzeczywistości, dlatego jest dla nas tak ważna.Niestety, nasze realia nie pozwalają nam na dogłębne analizowanie sztuki, owszem w mniejszych galeriach jest to możliwe, ale moim marzeniem jest, aby móc przejść się spokojnie po takiej galerii czy takim muzeum,gdzie będzie możliwość kontemplacji nad danym dziełem, bez tłumów ludzi. Być może należałoby zwiedzać najważniejsze galerie na świecie poza sezonem, na przykład w listopadzie czy w lutym, ale oczywiście najlepszym rozwiązaniem byłoby posiadanie swojej własnej kolekcji dzieł sztuki w domu (śmiech).
Czy posiada Pan swoją prywatną kolekcję dzieł sztuki?
MO: Tak, i to ogromną – są to rysunki i malunki moich dzieci! A jeśli chodzi o dzieła profesjonalistów, to niestety nie mam. Wisi u mnie w domu abstrakcyjny obraz polskiego malarza okresu międzywojennego(nazwiska nie znam) oraz niespecjalnie wartościowy obraz nieznanego malarza, który kupiłem będąc we Francji.Mam również fragment dzieła Edwarda Dwurnika, który zakupiłem na aukcji charytatywnej.
Jak ocenia Pan poziom promocji sztuki w Polsce?
MO: Jest to temat, który właściwie nie istnieje w Polsce. O różnych rzeczach ludzie rozmawiają, natomiast temat sztuki poruszany jest dopiero wtedy, kiedy jest jakaś wielka wystawa lub wydarzenie, co się dzieje za rzadko. Sztuka nie istnieje w życiu codziennym. Owszem w pewnych środowiskach tak np.: prawniczym. I znam tylko jedną osobę, która interesuje się sztuką polską i ją kupuje na aukcjach. Zresztą byłem zdumiony, gdy się o tym niedawno dowiedziałem, bo znamy się wiele lat. To jedyny taki przypadek w moim otoczeniu.To, co zaoszczędzi, inwestuje w sztukę.
Czy według Pana możliwe jest realizowanie wizji łączenia sztuki z biznesem?
MO: Oczywiście. Po pierwsze to sztuka może być biznesem i jest biznesem. Ludzie lokują pieniądze, kupując dzieła sztuki.Problem w Polsce polega na tym, że nie ma instytucji, która tym się zajmuje, brak jest również osobowości promujących sztukę. Jest wielu wspaniałych artystów, o których się mówi,których dzieła są znane na całym świecie,a my nie wiemy nic więcej na ich temat.Powinniśmy docierać z takimi informacjami do ludzi poprzez media elektroniczne. Głównie myślę tutaj o telewizji i o programach informacyjnych.
I właśnie z powodu braku promocji sztuki i artystów oraz braku świadomości Polaków w dziedzinie inwestowania w sztukę powstał nowy Dom Aukcyjny Abbey House, który został stworzony na podstawie innowacyjnego modelu biznesowego.
MO: Tak, to ciekawy pomysł. Na pewno znajdzie swoich odbiorców. To potrzebna inicjatywa dla rozwoju tego rynku.
Dziękujemy za rozmowę.
Zdjęcia: Błażej Żuławski




















