Pracownicy Domu Aukcyjnego Christie’s prezentują rekordowo sprzedaną pracę Luciana Freuda „Benefits Supervisor Sleeping” (2005), zdj. Andy Rain, PAP,EPA
Mieczysław Wallis w swojej słynnej książce pisał o „Późnej twórczości wielkich artystów”. Ciekawe, co napisałby o losach dorobku twórców już po ich śmierci. Wokół tego tematu narosło wiele stereotypowych opinii, wyjątkowo silnie zakorzenionych. I, jak to często bywa, opinie specjalistów są zupełnie odmienne od potocznych. Panuje dość powszechne przekonanie, że po śmierci artysty ceny jego prac idą w górę. Czy taka bezpośrednia zależność rzeczywiście istnieje?
Jako odbiorcy doniesień o rekordowych wzrostach cen dzieł sztuki po śmierci ich autora ulegamy wielu złudzeniom. Przede wszystkim jesteśmy zdani na potężne oddziaływanie mediów. Bardzo trudno odpowiednio zakwalifikować informacje medialne i umieścić je w szerszym kontekście, uwzględnić proporcje. Mechanizmy, które można było zaobserwować po śmierci Zdzisława Beksińskiego, przykładamy do wszystkich innych, analogicznych historii. Tymczasem automatyczny wzrost cen dzieł sztuki w wyniku śmierci artysty jest tak samo rzadki jak rzadko zabójstwo (vide zamach na Beksińskiego w 2005 roku) jest przyczyną śmierci człowieka. Czy to oznacza, że wartość sztuki nie rośnie, gdy ostatecznie okazuje się, iż nigdy więcej nie powstanie już obraz, rzeźba, rysunek, grafika, fotografia? Że twórca już nigdy nie skomentuje swojego dzieła, nie zdementuje plotek, nie rozstrzygnie kwestii związanych z fałszywą sygnaturą? Oczywiście, nie. Ceny dobrej sztuki idą w gorę po śmierci artysty przede wszystkim dlatego, że rosły już za jego życia. Wpływ śmierci twórcy jest możliwy, ale zazwyczaj będzie miał pośredni charakter.
Medialne życie po życiu
W większości przypadków odejście artysty, nawet wybitnego, przejdzie niezauważone. Może jedynie pewna grupa osób przeczyta nekrolog podpisany przez najbliższych, w gronie koneserów sztuki da się usłyszeć westchnienie żalu, sentymentalną refleksję. Na tym koniec. Żeby nastąpił impuls do ożywienia cen, musi zostać spełnionych kilka warunków. Przede wszystkim artysta musi być już dobrze znany (przypadki odkrycia artystów po ich śmierci to nieliczne wyjątki). Odchodzi mistrz, który odcisnął swoje piętno na sztuce za życia, uczestnik wielu wystaw, szeroko komentowanych i opisywanych. W tej sytuacji śmierć jest dużym wydarzeniem dla świata sztuki, a może być wydarzeniem także dla rynku sztuki. Jeśli dodatkowo pojawią się liczne publikacje, filmy dokumentalne w telewizji, uroczystości ku pamięci zmarłego, jeśli w mediach wyemitowane zostaną wspomnienia przyjaciół (najlepiej znanych osób), i w końcu – jeśli dojdzie do dużej pośmiertnej wystawy retrospektywnej, zauważonej (znowu) przez media, wtedy, i tylko wtedy ceny prac zmarłego artysty mogą poszybować w gorę. Zatem nie dość powiedzieć, że śmierć artysty sama w sobie nie wpływa na ceny prac. Również retrospektywa w prestiżowej galerii po śmierci twórcy nie musi prowadzić do wzrostu ich wartości. Wystawa powinna być zauważona przez prasę, radio, telewizję, komentatorów. To warunek konieczny i często wystarczający. W tym kontekście warto przyjrzeć się tytułowemu życiu po życiu twórczości znanych artystów, którzy odeszli w ostatnim czasie. Latem 2011 roku świat sztuki poniósł dotkliwe straty. Odeszło dwóch spośród najwybitniejszych i najwyżej wycenionych przez rynek artystów współczesnych. Lista najważniejszych światowych kolekcji sztuki, najbardziej renomowanych galerii, nagród, zaszczytów i innych wyróżnień, którymi uhonorowano obu artystów, mogłaby być osobnym, bardzo obszernym tematem. Rangę obu twórców bez wahania można określić tak – to absolutna czołówka sztuki drugiej połowy XX wieku. Mowa o malarzach Cyu Twomblym i Lucianie Freudzie.
Skandal dobry na wszystko
Cy Twombly – prawdziwe nazwisko Edwin Parker – amerykański malarz i rzeźbiarz, który zasłynął wielkoformatowymi, abstrakcyjnymi graffiti, zmarł po długiej chorobie 5 lipca tego roku. Rzecz jasna, wszystkie znaczące tytuły światowej prasy branżowej, ale i codziennej poświęciły artyście specjalny artykuł. Powiedzmy otwarcie – wszystkie te prasowe notki są pełne szacunku, ale bardzo podobne do siebie. Inaczej jest w przypadku okolicznościowych tekstów w portalach rynku sztuki (Artprice, Skate’s Art Market Research). Pojawiają się tam analizy, które można określić mianem „historii rynkowej” zmarłych twórców, oraz, co nas teraz szczególnie interesuje, uwagi i prognozy dotyczące cen dzieł artystów po ich śmierci. W przypadku Twombly’ego międzynarodowa sława oraz wysokie ceny przyszły w ostatnich latach życia, gdy wielka wystawa rysunków artysty odwiedziła słynne galerie w Europie. Od tego momentu ceny rosły stale i dynamicznie, aż osiągnęły wielkości siedmiocyfrowe.
Do wzrostu popularności malarza przyczyniło się wydarzenie z 2006 roku, gdy na wystawie w Awinionie artystka Rindy Sam odcisnęła pocałunek na płótnie Cya Twombly’ego. Mając w pamięci wpływ sensacyjnych okoliczności śmierci Zdzisława Beksińskiego i waleczne zmagania Daniela Olbrychskiego z instalacją fotograficzną Uklańskiego w Zachęcie, możemy z łatwością wychwycić medialny potencjał tego pocałunku. Pytanie tylko, czy 5 lat temu Cy Twombly był tylko malarzem, czy również reżyserem happeningu z udziałem kobiety o zmysłowych ustach?
Garść ciekawych liczb podał po śmierci Cya Twombly’ego wspomniany Skate’s, którego domeną są analizy inwestycyjne na rynku sztuki. Otóż artysta – szósty najdroższy żyjący twórca na świecie – zmarł w 56 dni po ustanowieniu przez jego pracę rekordu cenowego. Odszedł zatem w momencie, gdy jego sztuka wkroczyła w okres rynkowych triumfów i wzrostu cen. Nie trzeba dodawać, że w tym przypadku dalszy wzrost cen, albo przynajmniej ustabilizowanie ich na wyższym niż w ostatnich latach poziomie, z dużym prawdopodobieństwem nastąpi.
Kasowy za życia, kasowy po śmierci
20 lipca 2011 roku zmarł wybitny brytyjski malarz Lucian Freud, już za życia uznawany za jednego z najważniejszych artystów XX wieku. Wielki realista w epoce, w której cała sztuka szła w stronę abstrakcji. Autor wspaniałych portretów, gdzie prawda o brzydkim ciele modela została ukazana za pomocą jedynego w swoim rodzaju malarstwa; stąd jego realizm określa się nieraz mianem „brutalnego”. O Freudzie bardzo często pisało się w kategoriach rynkowych, bo przewodził klasyfikacji najdroższych żyjących twórców. Obraz Freuda „Benefits Supervisor Sleeping” z 1995 roku
osiągnął na aukcji w Domu Aukcyjnym Christie’s w 2008 roku cenę 30 milionów dolarów. Popularność prac zmarłych artystów związana jest z przekonaniem, że pod względem cen stanowią one inną kategorię niż prace artystów żyjących. Wydaje się, że ten stan rzeczy stopniowo przestaje obowiązywać. Do odkrycia artysty, pełnego rozwinięcia potencjału cenowego nie jest konieczna nowa epoka, nie jest potrzebne nawet nowe pokolenie, a często nawet perspektywa historyczna. Ogromny rozwój mediów i marketingu sztuki doprowadził do tego, że wartość rynkowa zaczyna powstawać na zasadzie kreowania marek.
W przypadku Luciana Freuda mamy do czynienia z twórcą, który osiągnął legendarną sławę za życia. Jak długo rynek sztuki pozostanie rynkiem sztuki, ceny prac takiego malarza nie spadną. Ale czy wzrosną? Czym innym jest wzrost z kilkudziesięciu tysięcy dolarów, czym innym z miliona. Odpowiedź jest zatem równoznaczna z tym, czy historia sztuki przyzna Lucianowi Freudowi miejsce w panteonie artystów obok najsłynniejszych – Pabla Picassa, Vincenta van Gogha, Andy’ego Warhola.
Dramat się sprzedaje
Polska sztuka już od pewnego czasu znajduje się w trudnym momencie. Odchodzi pokolenie, które wkraczało na scenę artystyczną po drugiej wojnie światowej. Jego przedstawiciele to dla historii polskiej sztuki klasycy sztuki współczesnej. W ciągu ostatniej dekady najgłośniejsza była śmierć Zdzisława Beksińskiego, wybitnego artysty, który zdobył popularność już za życia. Casus Beksińskiego jest wyjątkowy. Artysta powszechnie znany nie tylko miłośnikom jego twórczości, zginął w tragicznych okolicznościach, zamordowany we własnym mieszkaniu. Śledztwo wyjaśniające zabójstwo stało się nośnym tematem medialnym. Również zapis w testamencie malarza, na mocy którego przekazał on cały dorobek Muzeum Historycznemu w Sanoku, spotkał się z dużym zainteresowaniem opinii publicznej. Powstanie największego na świecie zbioru prac artysty o takiej pozycji jest dużym wydarzeniem w świecie sztuki.
Jak zareagował rynek na śmierć jednego z kilku najbardziej znanych artystów polskich? Ceny rzeczywiście wzrosły. A już za życia twórcy były niemałe – obrazy kosztowały na aukcjach 20–30 tysięcy złotych. Pierwsza licytacja obrazu Beksińskiego po jego śmierci (dokładnie w dwa dni po) od razu stała się aukcyjnym rekordem cenowym tego artysty. Po dwóch miesiącach jeden z obrazów sprzedano za ponad 100 tysięcy złotych. Czy coś poza dramatyczną śmiercią zapowiadało taki wzrost cen? Raczej nie.
Sprzedać ostatni obraz
Szczególny wydźwięk ma śmierć Romana Opałki. W końcu artysta od ponad czterdziestu lat zajmował się w swojej pracy artystycznej zjawiskiem przemijania. Można nawet powiedzieć, że swoim w swoim najsłynniejszym, „liczonym” cyklu „Opałka 1965/1 –∞” zmierzał do nieuniknionego. Z biegiem lat rozjaśniał farbę, którą malował kolejne liczby. Fotografował siebie samego i nagrywał swój głos, żeby utrwalić upływ czasu. Dlatego śmierć Romana Opałki w artystycznym zamierzeniu będąca zwieńczeniem całego konceptu może się okazać bardzo silnym impulsem do wzrostu wartości jego prac. Przypomnijmy, Opałka to najdroższy polski artysta współczesny. Akryle i prace na papierze z dzieła życia artysty – cyklu „liczonego”, rozpoczętego w latach 60. – osiągają regularnie ceny na poziomie setek tysięcy dolarów (akryle) i kilkudziesięciu tysięcy funtów (prace na papierze). Wiadomo, że artysta odszedł po tym, jak przekroczył liczbę 5 500 000. Swego czasu Opałka wyznał, że już wiele lat temu sprzedał swój ostatni, nienamalowany jeszcze obraz. Nabywcą miał być austriacki kolekcjoner Gerhard Lenz. Cena do dziś okryta jest tajemnicą, ale z pewnością była niemała.
Maciej Gajewski – ekonomista, zawodowo związany ze sztuką. Dyplom poświęcony polskiemu rynkowi sztuki. Studiował również historię sztuki. W latach 2006-2010 pracował w dziale dokumentacji sztuki po 1945 roku w Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki. Od 2011 roku ekspert rynku sztuki w Domu Aukcyjnym Abbey House S.A. Analityk i autor tekstów o światowym i polskim rynku sztuki. Prowadzi rubrykę o polskim rynku aukcyjnym w Art&Business
















